10.17.08

Sarmackie Koło Monarchistyczne


Opublikowany w Polityka @ 6:35 pm - autor: sarmackimonarchista

Nie może być Sarmacji bez monarchistów. Ruch monarchistyczny ma długie tradycje – Sarmacki Ruch Monarchistyczny “Korona”, Narodowy Związek Monarchistyczny, wreszcie – Ludowy Ruch Monarchistyczny “Kosynier”.

Niestety. Nie ma już SRMK. Nie ma NZM. Zmarł śmiercią naturalną LRMK.

Dlatego powołałem Sarmackie Koło Monarchistyczne, które będzie debatować nad odrodzeniem ruchu monarchistycznego. Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt: 

p.koscinski@rp.pl

 

diuk Piotr Kościński

08.12.08

GIN wznowił działalność!

Opublikowany w Polityka @ 10:37 pm - autor: sarmackimonarchista

Po długiej przerwie reaktywowany został GELLOŃSKI INSTYTUT NAUKOWY. Można w nim studiować i uzyskać tytuł licencjata dziennikarstwa net.

Oto podstawowe zasady studiów:

- Do przyjęcia na studia dziennikarskie GIN wymagane jest złożenie podania do Rektora (adres: p.koscinski@rp.pl) i uiszczenie opłaty administracyjnej 10 lt (dodatkowe 10 lt jest za wydanie dyplomu).  Podanie powinno zawierać podstawowe informacje o kandydacie, a zwłaszcza o jego ewentualnych działaniach dziennikarskich.

- W trakcie studiów, student musi zaliczyć trzy bloki tematyczne: informacja prasowa, publicystyka, redagowanie gazety.

- Zalicznie bloku tematycznego uzależnione jest od pozytywnego zaliczenia dwóch ćwiczeń praktycznych i pozytywnego zdania sprawdzianu.

- Do ukończenia studiów niebędne jest pozytywne zaliczenie każdego bloku tematycznego i pozytywne złożenie egzaminu końcowego.

- Ukończenie studiów równoznaczne jest z uzyskaniem tytułu licencjata.

Zgłoszenia przyjmowane są pod adresem: p.koscinski@rp.pl

Dawni studenci GIN mogą ubiegać się o wznowienie studiów i zwolnienie z części lub całości opłat (jeśli w swoim czasie uiścili odpowiednią opłatę) i z części zaliczeń, w zależności od postępów podczas studiów.

doc. dr net. diuk Piotr Kościński

Rektor GIN

08.11.08

SPD – przystanek końcowy

Opublikowany w Polityka @ 12:33 am - autor: sarmackimonarchista

Likwidacja SPD to kolejne, ważne wydarzenie w Sarmacji, po zapowiedzi zmiany na sarmackim tronie. Oba razem mogą spowodować, że Sarmacja będzie INNA.

Zostawmy na razie na boku analizę “co zmieni zmiana Księcia”. Przyjrzyjmy się następstwom samorozwiązania SPD.

Sarmacka Partia Demokratyczna była ugrupowaniem szczególnym. Wielu członków, jeszcze więcej zwolenników, znakomita organizacja wewnętrzna, świetne umiejętności docierania do nowych mieszkańców. Ale też dość “uniwersalny” program i stopniowe, nieuchronne przekształcanie się w “partię władzy”.

SPD miała swoją ostatnią szansę: stworzenia silnych frakcji wewnętrznych, doprowadzenia do poważnej, wewnętrznej dyskusji programowej i w następstwie – opracowanie nowego programu i przeprowadzenie reform w Sarmacji (a reformy są potrzebne) bez uszczuplania wpływów SPD. Ja sam usiłowałem stworzyć frakcję monarchistyczną. Niestety – ten pomysł się nie udał. Szkoda.

Teraz należy sobie życzyć, by ludzie SPD nie zaprzestali aktywności, a znaleźli nowe fora działań. Czy to w istniejących partiach (np. w LRMK), czy to w zupełnie nowych partiach – to rzecz do dyskusji. Byle jednak działali dalej. Bo mają doświadczenie, mają pomysły, wykazali, że potrafią. Przy wszystkich błędach i pomyłkach (a któż ich nie robi!).

A Sarmacka Monarchia powinna wspierać formowanie nowego układu partyjnego, nowej sceny politycznej, poprzez takie formułowanie prawa i praktyki politycznej, by dyskusja polityczna się opłacała i była premiowana, by funkcjonowanie partii politycznych miało sens, by partie mogły się rozwijać nie dla władzy w samej sobie, a dla rozwoju Sarmacji.

 

diuk Piotr Kościński

07.14.08

Co i kto by stracił…


Opublikowany w Polityka @ 1:43 pm - autor: sarmackimonarchista

 

Cytuję fragment jednego z komentarzy do artykułu „My jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli”

 

tu Ivo:

Nie chcę się włączać do bezprzedmiotowych moim zdaniem sporów o WC, napiszę tylko:

Księstwo Sarmacji w wyniku WC straciło:

- aktywną prowincję

- Khanda, Ciupaka, Magova, Struszyńskiego, Kellera itd itp czyli wandejczyków – 10? aktywnych osób

- Rabbiego Elijahu, Karakachanowa, de Folvila (:D), przejściowo Timka i Michasia

Nie wiem jak Sekretarz diuk Kościński ale ja uważam, że z wyłączeniem mojego nazwiska i Kellera (:P) nie było warto tracić tylu osób – to był cios dla Sarmacji (…)

 

Czy odejście Wandystanu było ciosem dla Sarmacji?

Ależ – oczywiście, było. Zawsze lepiej mieć aktywną, nietuzinkową prowincję, z grupą zaangażowanych ludzi – niż jej nie mieć!

Tyle, że Wandystan okazał się być niebezpieczny dla Sarmacji.

To tak, jakby – bo ja wiem? – wyhodować sobie dodatkowy mózg. Ekstra mózg jest super – można więcej zapamiętać, co pozwoli wystąpić a to w konkursie recytatorskim, a to w jakimś teleturnieju, wymagającym wiedzy. To prawda, narośl na karku nieco przeszkadza, bo trzeba spać na boku, ale to drobiazg. Gorzej, jeśli ten ekstra mózg chce dominować, powoli wpycha się pod czaszkę, stara się przytłumić właściwy mózg, mózg numer jeden… Co można zrobić? Na przykład – wyciąć. Będzie szkoda, ale ocalimy samego siebie. To rozwiązanie brutalne, ale na pewno najskuteczniejsze. Choć ja bym wolał jakieś inne. Bo ja wiem? Jakieś lekarstwo, blokujące nadmierny rozwój neomózgu? Jakaś sztuczna bariera?…

No, oczywiście, takie porównania zawsze nie będą do końca właściwe. Ale coś w tym jest. Wandystan w Sarmacji mógł zostać. Ale przy zastosowaniu jakichś prawnych „lekarstw”. Czy „barier”. Pytanie, czy dobrze by się z tym czuł?…

Niestety, zwyciężyli zwolennicy działań chirurgicznych. Co gorsza, zamiast skalpela użyto piłki, ostrej – ale z ząbkami, które niepotrzebnie naruszyły i tkankę miękką, i kości. Rana się zabliźniła, ale jakby nie do końca.

Zastanówmy się jednak co by się stało, gdyby jednak Wandystan wygrał, gdyby „neomózg” zdominował „mózg podstawowy”? Sarmacja stopniowo przekształcałaby się w „Wandosarmację”. Tak, tak, państwo prawa, demokratyczne, lepsze i tak dalej. Tylko – co ostatecznie stałoby się z owym „mózgiem numer jeden”?…

Zadam więc pytanie: co straciłby Wandystan, gdyby wygrał Wandejski Czerwiec? Lub gdyby tego czerwca nie było w ogóle…

Kto wówczas odszedłby z Wandosarmacji?…

Ech.

 

diuk Piotr Kościński

07.11.08

Sarmacja – Wandystan: próba bilansu

Opublikowany w Polityka @ 5:02 pm - autor: sarmackimonarchista

Artykuły w „Wandei Ludu”, reakcje na moje artykuły w „SKM” – wszystko to pozwala na pewne podsumowania.

1. Wandystan jest mocno zainteresowany Sarmacją – i nawzajem. Nie da się przekreślić wspólnej, nawet trudnej historii.

2. Są osoby w Wandystanie wciąż mające ogromne pretensje do Sarmacji, czy może raczej do „elit rządzących” Sarmacją. Są też osoby w Sarmacji mające duże pretensje do najbardziej prominentnych Wandejczyków.

3. W ferworze wzajemnych niechęci i oskarżeń nie da się ani napisać prawdziwej historii, ani też rzetelnie i prawdziwie przeanalizować sytuację w obu v-państwach.

Co z tego wynika?

Po pierwsze: nie da się łatwo doprowadzić do wandejsko–sarmackiego pojednania. Za dużo emocji.

Po drugie: dialog, debata, jest potrzebna i to bardzo! Wygarniajmy sobie to, co o sobie nawzajem myślimy – prosto w oczy!

Moje propozycje:

• Stwórzmy forum dialogu sarmacko-wandejskiego. Raz na jakiś czas spotykajmy się – na LDKS, na LDMW, gdzie indziej – i gadajmy, krzyczmy, spierajmy się.

• Wznówmy aktywne kontakty dyplomatyczne. Ambasadorzy, konsule (tak! był kiedyś konsul Sarmacji w Wandystanie!), współpraca i pielęgnowanie wspólnego dziedzictwa narodowego.

Zacznijmy od tego.

 

diuk Piotr Kościński

07.10.08

My jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli


Opublikowany w Polityka @ 6:21 pm - autor: sarmackimonarchista

 

Mając chwilę wolną, o co rzadko, zagłębiłem się po raz kolejny w artykuł Mandragora Khanda. Jest on skonstruowany w oparciu o jedną, nieskomplikowaną tezę: „my jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli”.

Khand i Michaś Winnicki okazują się ucieleśnieniem sprawiedliwości i dobroci wszelakiej (co zresztą nie dziwi). „Odeszliśmy (z Sarmacji – przyp. red.) bo nie potrafliśmy wpisać się w duszną atmosferę wzajemnych umizgów” – pisze autor. „Nie potrafiliśmy wpisać się w monarchofaszyzm. Bo monarchofaszyzm to systemem, który nie znosi sprzeciwu” – podkreśla Mandragor Khand. A później wyjaśnia, dlaczego Wandystan jest tworem idealnym. Przede wszystkim dlatego, że jego twórcy są „osobiście uczciwi”. A ich dobroć była tak wielka, że przewidzieli, że i ich może dopaść wirus „głodu władzy” – i dla pewności się samoograniczyli.

Ja oczywiście nie zamierzam negować osobistej uczciwości twórców Wandystanu. Rzecz w czym innym. Panowie Khand i Michaś Winnicki zmuszeni byli odejść z Sarmacji właśnie ze względu na „głód władzy”. Chcieli władzy w Sarmacji – ale im się to nie udało. To chęć przerobienia Sarmacji na swoją modłę leżała u podstaw działań obu panów! Nic innego!

Oczywiście, skoro jednak twórcy Wandystanu są świetlanymi postaciami, to Sarmacja, którą opuścili musi być zła, wręcz najgorsza. A najgorszy jest Książę. „Każdy głos, który sprzeczny jest z decyzją suwerena prowadzić musi do mniejszych lub większych represji” – czytamy. Sarmacja jako kraj szubienic i więzień – to mi przypomina sowieckie pisemka „Sierp” i „Radziecka Marchlewszyzna”, wydawane w Ukraińskiej SRR w latach 1925-35 i ich pisanie o Polsce. Rozglądam się ze zdumieniem – gdzie te represje, gdzie ta pięść Księcia. „Każdy z klientów tyrana i despoty jest jednocześnie tyranem i despotą dla tych, którzy w drabinie pochlebstw stoją jeszcze niżej”. A więc i ja – diuk Sarmacji, były Kanclerz, Minister itp. – jestem tyranem i niszczyłem tych, którzy mi nie schlebiali. Ciekawostka. Może jakieś konkrety? Kogo zniszczyłem? W czym moja despotia się przejawiała?

„Budując silny Wandystan nie chcieliśmy niszczyć Księstwa Sarmacji. Przeciwnie poprzez silny Wandystan chieliśmy wzmacniać także całe państwo” – pisze Mandragor Khand. A ja stawiam inną tezę. Budując silny Wandystan chcieliście Panowie zwandeizować i opanować Sarmację. Nie chcieliście jej niszczyć – po co? Chcieliście ją opanować.

„Spór w mikroświecie nie jest jedynie grą polityczną – to realna walka Dobra ze Złem, Prawa z Barbarzyństwem, Wolności z Monarchofaszyzmem”. Ach. Mandragor Khand w roli anioła? Papieża może? No, niemal. Spór w mikroświecie autorstwa Mandragora Khanda jest wymyślony po to, by przysłonić rzeczywisty cel polityczny Wandejczyków. A jest nim: WŁADZA WE V–ŚWIECIE I OGÓLNA WANDEIZACJA, CZEGO SIĘ DA.

 

diuk Piotr Kościński

07.08.08

Monarchia, „monarchofaszyzm” i „bazylianie”

Opublikowany w Polityka @ 7:23 pm - autor: sarmackimonarchista

Przez Sarmację, a także – może nawet przede wszystkim? – przez Wandystan przetoczyła się dyskusja na temat v-monarchii, „monarchofaszyzmu”, a także „bazylian”. To ciekawa i bardzo pouczająca dyskusja, zwłaszcza, jeśli czyta się media wandejskie, posługujące się specyficznym żargonem.

Oto na przykład „monarchofaszyzm”. Nazwa – kompletny absurd, bo logicznie rozumując miałaby zastosowanie np. we Włoszech, gdyby Mussolini zechciał osobiście zostać królem. Ale dla Wandejczyków jest słowem–wytrychem, niesłychanie pojemnym określeniem, w sposób wyraziście pejoratywny określającym ustrój wirtualnych monarchii.

Zabawne, gdy słowo–wytrych usiłuje się traktować ze śmiertelną powagą, wywodząc jakieś teorie na temat „sarmackiego monarchofaszyzmu” lub wykazując jak ów „monarchofaszyzm” się umacnia lub odwrotnie – gnije. A szczególnie zabawne, gdy słowo „monarchofaszyzm” używane jest przez byłego, czołowego monarchistę! Który nie dlatego został Wandejczykiem, bo przejrzał na oczy i zmienił poglądy z monarchistycznych na rewolucyjno–republikańskie, ale dlatego, że obraził się na monarchę za czasowe pozbawienie tytułu…

Z kolei spór o „bazylian” jest dla Wandejczyków kluczowy, bo „bazylianie” byli głównymi Wandystanu wrogami. Ciekawe, że Wandejczycy zupełnie nie rozumieją, że dla wielu – bardzo wielu! – Sarmatów Wandystan był organizmem rozsadzającym i niszczącym Sarmację. A może nie chcą tego rozumieć? „Bazylianie” byli oczywiście radykałami, ale ich poglądy – może w bardziej umiarkowanej wersji – podzielało wielu. Tak czy inaczej rozważania, na ile „bazylianizm” różnił się od „monarchofaszyzmu” są po prostu absurdalne. Podobnie z debatą o „KON”–ie. Dla Wandejczyków KON to jakiś WRON; jak z nimi debatować na poważnie, gdy są zasklepieni w swej (zrozumiałej skądinąd) niechęci, by nie rzec – wrogości?

Mówiąc krótko: Sarmacja przeżywa okresy wzlotów i upadków. Potrzebna jest jej rzeczowa dyskusja nad rolą Księcia, rolą arystokracji i szlachty, systemem politycznym i prawnym, sposobami na pobudzenie aktywności mieszkańców, promocją i tak dalej. Ale taka dyskusja musi się obywać bez słów–wytrychów. I bez niepotrzebnej „troski” ze strony ludzi, którzy na Sarmację się obrazili, a teraz znajdują przyjemność w rozważaniach, jak tu jej „dokopać”. Choć rzecz jasna nie chcę, by bracia Wandejczycy uważali, że uważam ich wkład w dyskusję o Sarmacji za niepotrzebny – nie, słowa szczerej krytyki przydadzą się każdemu.

 

diuk Piotr Kościński

05.19.08

Opublikowany w Ogłoszenie @ 12:44 am - autor: sarmackimonarchista

Gelloński Instytut Naukowy w dalszym ciągu poszukuje kandydata na stanowisko

DYREKTOR ADMINISTRACYJNY

Zadania: współpraca z rektorem przy organizacji studiów w GIN. Wynagrodzenie: w okresie próbnym 15 lt/ m-c; później – pensja analogicznna jak podsekretarza stanu (25 lt) + ew. premie.

Zgłoszenia: p.koscinski@rp.pl

////////////////////////////////////////////////////////////////////////

Gelloński Instytut Naukowy zleci wykonanie strony www dla studiów dziennikarskich, na której dostęp do wykładów uzyskiwałoby się (najlepiej na czas określony) po odpowiedniej wpłacie na konto.

Zgłoszenia: p.koscinski@rp.pl

doc. dr net. diuk Piotr Kościński, Rektor GIN

05.18.08

Okrągły stół pilnie potrzebny


Opublikowany w Polityka @ 6:39 pm - autor: sarmackimonarchista

Książę Piotr Mikołaj napisał na LDKS:

Od zarządzania przez kryzys przeszliśmy do absolutnego braku działań. Jakbyśmy robili sobie powtórkę z tzw. reala, a konkretnie z kolejno po sobie następujących rządów PiS i PO. Nawet skala krytyki ekip rządowych od momentami przesadzonej wcześniej przeszła w fazę omijania szerokim łukiem oczywistych zaniedbań.

Faktycznie. Sarmacja polityka zabrnęła w ślepy zaułek. Można machnąć na to ręką, czekając, aż kiedyś coś się zmieni. Można też spróbować zadziałać.

Jak? Najlepiej organizując nasz własny, sarmacki „okrągły stół”. Bez wstępnych warunków reprezentanci sarmackich ugrupowań politycznych, czołowi sarmaccy politycy, spotkaliby się – na specjalnej liście dyskusyjnej, na forum dyskusyjnym czy może nawet „w realu” – i porozmawiali o formule polityki.

W listopadzie 2006 r. proponowałem „pakt stabilizacyjny”:

1. Walczymy krytykując poglądy, a nie atakując personalnie;

2. Prosimy wspólnie niezależne autorytety o interwencję, gdyby walka wyborcza wykroczyła poza ogólnie przyjęte standardy;

3. Uznajemy, że partia (lub partie) oddające i przejmujące władze mają przekazywać urzędy państwowe w sposób, który powinien jak najmniej zaszkodzić zarówno dalekosiężnym, jak i krótkoterminowym interesom państwa;

4. Ustalamy wspólnie listę urzędów i stanowisk, które nie są “polityczne”, a więc mogą być obsadzane przez przedstawicieli partii opozycyjnych – w tym stanowiska ambasadorów i konsuli oraz innych pracowników dyplomatycznych, oraz inne, włącznie z niektórymi stanowiskami wiceministerialnymi.

Część założeń tego paktu już w praktyce została wdrożona. Potrzebne są i inne, zupełnie nowe. Spróbujmy się spotkać, porozmawiać. Może – porozumieć w imię nadrzędnych interesów Sarmacji. By potem walczyć ze sobą nie niszcząc się nawzajem – i rozwijając sarmacką scenę polityczną.

diuk Piotr Kościński

04.17.08

Pouczą. Zaskarżą. Zakażą. Upomną…


Opublikowany w Polityka @ 5:34 pm - autor: sarmackimonarchista

 

Mamy oto kryzys, już nazwany przez niektórych „gellońskim kwietniem”. Skąd się ten kryzys wziął? Z frustracji opozycji – powiedzą kanclerz i ministrowie. Z osobistej niechęci opozycjonistów – dodadzą ich zwolennicy.

Otóż – nie. Ja na przykład sfrustrowany w żaden sposób nie jestem, bo o żaden urząd państwowy się nie ubiegałem i nie ubiegam. Podobnie namiestnik Gellonii. Matwiej diuk Skarbnikow naprawdę nie ma powodów do frustracji. Nie jest to człowiek łasy na stanowiska, o czym doskonale wiadomo.

A niechęć prywatna? Cóż, na kanclerzu von Thorn–Czekańskim, który był kiedyś moim najbliższym współpracownikiem, zawiodłem się niegdyś dramatycznie. Ale co to ma za znaczenie w organizacji liczącej parę setek ludzi? Miejsca dla nas obu jest dość. Tym bardziej – dla mnie i Mateusza Cezara.

Rzecz w czym innym. W pryncypiach.

Po pierwsze, w odróżnieniu ode mnie, obaj panowie prą do władzy jakby była to miłość ich życia. Pierwszy z nich powinien dla przyzwoitości odczekać choćby czas jakiś, bo jego rozmaite wcześniejsze działania nie dają, niestety, rękojmi, że jako szef rządu będzie właściwie realizował interesy Księstwa Sarmacji. Drugi był niegdyś słabiutkim szefem rządu i powinien zachować większy dystans do swoich zdolności. Co nie znaczy, że nie można dać mu szansy…

Po drugie, obaj panowie prezentują  policyjny styl zarządzania. Kanclerz kiedyś był bardziej politykiem, a nie srogim administratorem; teraz co chwila grozi sądem, bije pięścią w stół, upaja się swą arogancją jako „drugi po Bogu”. A minister spraw wewnętrznych coś zanadto wczuł się w swoją rolę „pierwszego policjanta Sarmacji”, poucza i grozi.

Po trzecie, Gellonia od dawna żyje swoim skromnym, ale własnym życiem. Gellończycy to stuprocentowi Sarmaci; podejrzewać nas o separatyzm to tak, jakby o separatyzm podejrzewać – bo ja wiem? – mieszkańców Małopolski… I oto zjawiają się u nas, wymachując pięściami, kanclerz i szef MSW. Oni są władzą i oni zaprowadzą porządek! Nie będzie jakaś Gellonia im podskakiwać! Więc – pouczą. Zaskarżą. Zakażą. Upomną.

Otóż: nie. Nikt nie będzie nas pouczać ani nam grozić. To nie Białoruś. To nie Birma. To Sarmacja. To Gellonia.

Takie jest podłoże „gellońskiego kryzysu”.

 

diuk Piotr Kościński

Następna strona