04.17.08
Pouczą. Zaskarżą. Zakażą. Upomną…
Mamy oto kryzys, już nazwany przez niektórych „gellońskim kwietniem”. Skąd się ten kryzys wziął? Z frustracji opozycji – powiedzą kanclerz i ministrowie. Z osobistej niechęci opozycjonistów – dodadzą ich zwolennicy.
Otóż – nie. Ja na przykład sfrustrowany w żaden sposób nie jestem, bo o żaden urząd państwowy się nie ubiegałem i nie ubiegam. Podobnie namiestnik Gellonii. Matwiej diuk Skarbnikow naprawdę nie ma powodów do frustracji. Nie jest to człowiek łasy na stanowiska, o czym doskonale wiadomo.
A niechęć prywatna? Cóż, na kanclerzu von Thorn–Czekańskim, który był kiedyś moim najbliższym współpracownikiem, zawiodłem się niegdyś dramatycznie. Ale co to ma za znaczenie w organizacji liczącej parę setek ludzi? Miejsca dla nas obu jest dość. Tym bardziej – dla mnie i Mateusza Cezara.
Rzecz w czym innym. W pryncypiach.
Po pierwsze, w odróżnieniu ode mnie, obaj panowie prą do władzy jakby była to miłość ich życia. Pierwszy z nich powinien dla przyzwoitości odczekać choćby czas jakiś, bo jego rozmaite wcześniejsze działania nie dają, niestety, rękojmi, że jako szef rządu będzie właściwie realizował interesy Księstwa Sarmacji. Drugi był niegdyś słabiutkim szefem rządu i powinien zachować większy dystans do swoich zdolności. Co nie znaczy, że nie można dać mu szansy…
Po drugie, obaj panowie prezentują policyjny styl zarządzania. Kanclerz kiedyś był bardziej politykiem, a nie srogim administratorem; teraz co chwila grozi sądem, bije pięścią w stół, upaja się swą arogancją jako „drugi po Bogu”. A minister spraw wewnętrznych coś zanadto wczuł się w swoją rolę „pierwszego policjanta Sarmacji”, poucza i grozi.
Po trzecie, Gellonia od dawna żyje swoim skromnym, ale własnym życiem. Gellończycy to stuprocentowi Sarmaci; podejrzewać nas o separatyzm to tak, jakby o separatyzm podejrzewać – bo ja wiem? – mieszkańców Małopolski… I oto zjawiają się u nas, wymachując pięściami, kanclerz i szef MSW. Oni są władzą i oni zaprowadzą porządek! Nie będzie jakaś Gellonia im podskakiwać! Więc – pouczą. Zaskarżą. Zakażą. Upomną.
Otóż: nie. Nikt nie będzie nas pouczać ani nam grozić. To nie Białoruś. To nie Birma. To Sarmacja. To Gellonia.
Takie jest podłoże „gellońskiego kryzysu”.
diuk Piotr Kościński
04.01.08
Nie ma to jak polemiki
No i doigrałem się.
Pojawili się w Sarmacji republikanie. Postanowiłem sprawdzić, wykazując czujność, czy są to republikanie prawdziwi. Bo jak prawdziwi – to skrajnie niebezpieczni. Republika byłaby końcem Sarmacji.
Okazało się błyskawicznie, że są to republikanie malowani. Tacy podrabiani nieco, co o republice może śnią, a na jawie to tylko marzą o silnym kanclerzu.
Ale moje ataki na rzekomo groźnych republikanów spotkały się z dramatycznym odporem.
„Pan ma jakąś fobię” – no bo republikanie są pod ochroną.
„Proszę mi powiedzieć w czym Panu zawiniliśmy lub co tak złego jest w programie naszej partii” – nie wolno republikanów krytykować, bo przecież są niewinni i mają świetny program.
„Ja mam wrazenie ze Drogi Diuk nieco za bardzo nasiakl peerelem. W 1968 tez mowili “walizka-Dworzec Gdanski-Izrael”. Skoro 19 lat demokracji nie wystarczylo, by pozbyc sie pewnych nawykow, nie widze dla Diuka wielkiej nadziei” – krytykować republikanów może tylko zwolennik Gomułki, to jasne.
„Jestem coraz bardziej przekonany, ze edukacja historyczna Diuka zakonczyla sie na peerelowskich podrecznikach szkolnych. Jesli nie na wydawnictwach rodem z ksiegarni “Antyk”. – jak wyżej. Jak nie gomułkowiec, to prawicowy narodowiec, To jasne.
Reasumując.
Jak pewni ludzie w Sarmacji zakładają partię, to NIECH NIKT NIE ŚMIE ICH ATAKOWAĆ, BO ZOSTANIE WYZWANY OD WREDNYCH, OHYDNYCH GOMUŁKOWCÓW I NACJONAL-SZOWINISTÓW!
diuk P.K.