07.14.08

Co i kto by stracił…


Opublikowany w Polityka @ 1:43 pm - autor: sarmackimonarchista

 

Cytuję fragment jednego z komentarzy do artykułu „My jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli”

 

tu Ivo:

Nie chcę się włączać do bezprzedmiotowych moim zdaniem sporów o WC, napiszę tylko:

Księstwo Sarmacji w wyniku WC straciło:

- aktywną prowincję

- Khanda, Ciupaka, Magova, Struszyńskiego, Kellera itd itp czyli wandejczyków – 10? aktywnych osób

- Rabbiego Elijahu, Karakachanowa, de Folvila (:D), przejściowo Timka i Michasia

Nie wiem jak Sekretarz diuk Kościński ale ja uważam, że z wyłączeniem mojego nazwiska i Kellera (:P) nie było warto tracić tylu osób – to był cios dla Sarmacji (…)

 

Czy odejście Wandystanu było ciosem dla Sarmacji?

Ależ – oczywiście, było. Zawsze lepiej mieć aktywną, nietuzinkową prowincję, z grupą zaangażowanych ludzi – niż jej nie mieć!

Tyle, że Wandystan okazał się być niebezpieczny dla Sarmacji.

To tak, jakby – bo ja wiem? – wyhodować sobie dodatkowy mózg. Ekstra mózg jest super – można więcej zapamiętać, co pozwoli wystąpić a to w konkursie recytatorskim, a to w jakimś teleturnieju, wymagającym wiedzy. To prawda, narośl na karku nieco przeszkadza, bo trzeba spać na boku, ale to drobiazg. Gorzej, jeśli ten ekstra mózg chce dominować, powoli wpycha się pod czaszkę, stara się przytłumić właściwy mózg, mózg numer jeden… Co można zrobić? Na przykład – wyciąć. Będzie szkoda, ale ocalimy samego siebie. To rozwiązanie brutalne, ale na pewno najskuteczniejsze. Choć ja bym wolał jakieś inne. Bo ja wiem? Jakieś lekarstwo, blokujące nadmierny rozwój neomózgu? Jakaś sztuczna bariera?…

No, oczywiście, takie porównania zawsze nie będą do końca właściwe. Ale coś w tym jest. Wandystan w Sarmacji mógł zostać. Ale przy zastosowaniu jakichś prawnych „lekarstw”. Czy „barier”. Pytanie, czy dobrze by się z tym czuł?…

Niestety, zwyciężyli zwolennicy działań chirurgicznych. Co gorsza, zamiast skalpela użyto piłki, ostrej – ale z ząbkami, które niepotrzebnie naruszyły i tkankę miękką, i kości. Rana się zabliźniła, ale jakby nie do końca.

Zastanówmy się jednak co by się stało, gdyby jednak Wandystan wygrał, gdyby „neomózg” zdominował „mózg podstawowy”? Sarmacja stopniowo przekształcałaby się w „Wandosarmację”. Tak, tak, państwo prawa, demokratyczne, lepsze i tak dalej. Tylko – co ostatecznie stałoby się z owym „mózgiem numer jeden”?…

Zadam więc pytanie: co straciłby Wandystan, gdyby wygrał Wandejski Czerwiec? Lub gdyby tego czerwca nie było w ogóle…

Kto wówczas odszedłby z Wandosarmacji?…

Ech.

 

diuk Piotr Kościński

07.11.08

Sarmacja – Wandystan: próba bilansu

Opublikowany w Polityka @ 5:02 pm - autor: sarmackimonarchista

Artykuły w „Wandei Ludu”, reakcje na moje artykuły w „SKM” – wszystko to pozwala na pewne podsumowania.

1. Wandystan jest mocno zainteresowany Sarmacją – i nawzajem. Nie da się przekreślić wspólnej, nawet trudnej historii.

2. Są osoby w Wandystanie wciąż mające ogromne pretensje do Sarmacji, czy może raczej do „elit rządzących” Sarmacją. Są też osoby w Sarmacji mające duże pretensje do najbardziej prominentnych Wandejczyków.

3. W ferworze wzajemnych niechęci i oskarżeń nie da się ani napisać prawdziwej historii, ani też rzetelnie i prawdziwie przeanalizować sytuację w obu v-państwach.

Co z tego wynika?

Po pierwsze: nie da się łatwo doprowadzić do wandejsko–sarmackiego pojednania. Za dużo emocji.

Po drugie: dialog, debata, jest potrzebna i to bardzo! Wygarniajmy sobie to, co o sobie nawzajem myślimy – prosto w oczy!

Moje propozycje:

• Stwórzmy forum dialogu sarmacko-wandejskiego. Raz na jakiś czas spotykajmy się – na LDKS, na LDMW, gdzie indziej – i gadajmy, krzyczmy, spierajmy się.

• Wznówmy aktywne kontakty dyplomatyczne. Ambasadorzy, konsule (tak! był kiedyś konsul Sarmacji w Wandystanie!), współpraca i pielęgnowanie wspólnego dziedzictwa narodowego.

Zacznijmy od tego.

 

diuk Piotr Kościński

07.10.08

My jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli


Opublikowany w Polityka @ 6:21 pm - autor: sarmackimonarchista

 

Mając chwilę wolną, o co rzadko, zagłębiłem się po raz kolejny w artykuł Mandragora Khanda. Jest on skonstruowany w oparciu o jedną, nieskomplikowaną tezę: „my jesteśmy dobrzy, wy jesteście źli”.

Khand i Michaś Winnicki okazują się ucieleśnieniem sprawiedliwości i dobroci wszelakiej (co zresztą nie dziwi). „Odeszliśmy (z Sarmacji – przyp. red.) bo nie potrafliśmy wpisać się w duszną atmosferę wzajemnych umizgów” – pisze autor. „Nie potrafiliśmy wpisać się w monarchofaszyzm. Bo monarchofaszyzm to systemem, który nie znosi sprzeciwu” – podkreśla Mandragor Khand. A później wyjaśnia, dlaczego Wandystan jest tworem idealnym. Przede wszystkim dlatego, że jego twórcy są „osobiście uczciwi”. A ich dobroć była tak wielka, że przewidzieli, że i ich może dopaść wirus „głodu władzy” – i dla pewności się samoograniczyli.

Ja oczywiście nie zamierzam negować osobistej uczciwości twórców Wandystanu. Rzecz w czym innym. Panowie Khand i Michaś Winnicki zmuszeni byli odejść z Sarmacji właśnie ze względu na „głód władzy”. Chcieli władzy w Sarmacji – ale im się to nie udało. To chęć przerobienia Sarmacji na swoją modłę leżała u podstaw działań obu panów! Nic innego!

Oczywiście, skoro jednak twórcy Wandystanu są świetlanymi postaciami, to Sarmacja, którą opuścili musi być zła, wręcz najgorsza. A najgorszy jest Książę. „Każdy głos, który sprzeczny jest z decyzją suwerena prowadzić musi do mniejszych lub większych represji” – czytamy. Sarmacja jako kraj szubienic i więzień – to mi przypomina sowieckie pisemka „Sierp” i „Radziecka Marchlewszyzna”, wydawane w Ukraińskiej SRR w latach 1925-35 i ich pisanie o Polsce. Rozglądam się ze zdumieniem – gdzie te represje, gdzie ta pięść Księcia. „Każdy z klientów tyrana i despoty jest jednocześnie tyranem i despotą dla tych, którzy w drabinie pochlebstw stoją jeszcze niżej”. A więc i ja – diuk Sarmacji, były Kanclerz, Minister itp. – jestem tyranem i niszczyłem tych, którzy mi nie schlebiali. Ciekawostka. Może jakieś konkrety? Kogo zniszczyłem? W czym moja despotia się przejawiała?

„Budując silny Wandystan nie chcieliśmy niszczyć Księstwa Sarmacji. Przeciwnie poprzez silny Wandystan chieliśmy wzmacniać także całe państwo” – pisze Mandragor Khand. A ja stawiam inną tezę. Budując silny Wandystan chcieliście Panowie zwandeizować i opanować Sarmację. Nie chcieliście jej niszczyć – po co? Chcieliście ją opanować.

„Spór w mikroświecie nie jest jedynie grą polityczną – to realna walka Dobra ze Złem, Prawa z Barbarzyństwem, Wolności z Monarchofaszyzmem”. Ach. Mandragor Khand w roli anioła? Papieża może? No, niemal. Spór w mikroświecie autorstwa Mandragora Khanda jest wymyślony po to, by przysłonić rzeczywisty cel polityczny Wandejczyków. A jest nim: WŁADZA WE V–ŚWIECIE I OGÓLNA WANDEIZACJA, CZEGO SIĘ DA.

 

diuk Piotr Kościński

07.08.08

Monarchia, „monarchofaszyzm” i „bazylianie”

Opublikowany w Polityka @ 7:23 pm - autor: sarmackimonarchista

Przez Sarmację, a także – może nawet przede wszystkim? – przez Wandystan przetoczyła się dyskusja na temat v-monarchii, „monarchofaszyzmu”, a także „bazylian”. To ciekawa i bardzo pouczająca dyskusja, zwłaszcza, jeśli czyta się media wandejskie, posługujące się specyficznym żargonem.

Oto na przykład „monarchofaszyzm”. Nazwa – kompletny absurd, bo logicznie rozumując miałaby zastosowanie np. we Włoszech, gdyby Mussolini zechciał osobiście zostać królem. Ale dla Wandejczyków jest słowem–wytrychem, niesłychanie pojemnym określeniem, w sposób wyraziście pejoratywny określającym ustrój wirtualnych monarchii.

Zabawne, gdy słowo–wytrych usiłuje się traktować ze śmiertelną powagą, wywodząc jakieś teorie na temat „sarmackiego monarchofaszyzmu” lub wykazując jak ów „monarchofaszyzm” się umacnia lub odwrotnie – gnije. A szczególnie zabawne, gdy słowo „monarchofaszyzm” używane jest przez byłego, czołowego monarchistę! Który nie dlatego został Wandejczykiem, bo przejrzał na oczy i zmienił poglądy z monarchistycznych na rewolucyjno–republikańskie, ale dlatego, że obraził się na monarchę za czasowe pozbawienie tytułu…

Z kolei spór o „bazylian” jest dla Wandejczyków kluczowy, bo „bazylianie” byli głównymi Wandystanu wrogami. Ciekawe, że Wandejczycy zupełnie nie rozumieją, że dla wielu – bardzo wielu! – Sarmatów Wandystan był organizmem rozsadzającym i niszczącym Sarmację. A może nie chcą tego rozumieć? „Bazylianie” byli oczywiście radykałami, ale ich poglądy – może w bardziej umiarkowanej wersji – podzielało wielu. Tak czy inaczej rozważania, na ile „bazylianizm” różnił się od „monarchofaszyzmu” są po prostu absurdalne. Podobnie z debatą o „KON”–ie. Dla Wandejczyków KON to jakiś WRON; jak z nimi debatować na poważnie, gdy są zasklepieni w swej (zrozumiałej skądinąd) niechęci, by nie rzec – wrogości?

Mówiąc krótko: Sarmacja przeżywa okresy wzlotów i upadków. Potrzebna jest jej rzeczowa dyskusja nad rolą Księcia, rolą arystokracji i szlachty, systemem politycznym i prawnym, sposobami na pobudzenie aktywności mieszkańców, promocją i tak dalej. Ale taka dyskusja musi się obywać bez słów–wytrychów. I bez niepotrzebnej „troski” ze strony ludzi, którzy na Sarmację się obrazili, a teraz znajdują przyjemność w rozważaniach, jak tu jej „dokopać”. Choć rzecz jasna nie chcę, by bracia Wandejczycy uważali, że uważam ich wkład w dyskusję o Sarmacji za niepotrzebny – nie, słowa szczerej krytyki przydadzą się każdemu.

 

diuk Piotr Kościński